Ewangelia: Namaszczenie Jezusa w Betanii przez Marię.

„Gdy Jezus przebywał w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, podeszła do Niego kobieta z alabastrowym flakonikiem drogiego olejku i wylała Mu olejek na głowę, gdy spo¬czywał przy stole. Widząc to, uczniowie oburzali się, mówiąc: «Na co takie marno¬trawstwo? Przecież można było drogo to sprzedać i rozdać ubogim». Lecz Jezus za¬uważył to i rzekł do nich: «Czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Dobry uczynek speł¬niła względem Mnie. Albowiem zawsze ubogich macie u siebie, lecz Mnie nie za¬wsze macie. Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła. „Zapraw¬dę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą rów-nież opowiadać na jej pamiątkę to, co uczy¬niła». (Mt 26,6-13)”

Kilka razy zetknęłam się z tym fragmentem w swoim życiu. Niedawno w Częstochowskiej katedrze widziałam fresk ilustrujący tą scenę. Kobieta klęcząca przed siedzącym Jezusem, wycierająca Jego stopy swoimi włosami. Gest szacunku? Nie tylko… Ona wiedziała, że niedługo Go nie będzie, że umrze, że poniesie straszną śmierć. Tak! Ona wiedziała! Za to apostołowie, którzy towarzyszyli Jezusowi podczas całego Jego nauczania dziwili się temu gestowi, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że Jezus niedługo umrze! Słyszeli o tym od Niego samego, ale mimo to dziwili się… Może nie byli tak blisko z Jezusem jak Maria? Może ona wiedziała więcej? Może przede wszystkim czuła więcej swoim sercem niż racjonalni apostołowie.

Teraz myślę, że ta scena, ten obraz… pokazuje pewną tajemnicę, coś więcej niż jesteśmy w stanie dostrzec w pierwszej chwili. To coś to tajemnica, ukryta przed ludzkimi oczyma, coś co mogli wiedzieć tylko Jezus i Maria z Betanii. Nie potrzeba było im słów, bo rozumieli się bez nich. Maria wiedziała więcej niż apostołowie… I ona jedna potrafiła okazać mu swoje uczucie, tak jak potrafią robić to tylko kobiety.

Czy my kobiety, nie jesteśmy tą sceną z ewangelii, zachęcone do bliskiego kontaktu z Jezusem? Czy On nie pokazuje nam, że może stworzyć z nami, kobietami, o wiele głębsze relacje niż z mężczyznami, którzy mimo, że towarzyszyli Mu przez dłuższy czas, wciąż wątpili, niedowierzali, może nawet lekceważyli w sposób racjonalny to, co im próbował przekazać? Maria pojęła to wszystko swoim sercem, nie trzeba było jej mówić, że On umrze. Wierzyła Jezusowi, okazała mu najwyższy szacunek i uwielbienie, jednocześnie żegnając się z nim w ten sposób… Prawdopodobnie wydała na cenny olejek wszystko co miała – Jezus był dla niej ważniejszy od jej egoizmu, mogła zachować olejek nardowy dla siebie, lub przekazać go biednym, tak jak mówili apostołowie. Jezus jednak zganił ich i kazał zostawić w spokoju. Dzięki temu gestowi Maria z Betanii przeszła do historii… ale nie tylko dlatego, że wydała wszystko aby pożegnać Jezusa… a dlatego, że jej relacja z Jezusem wychodziła poza ludzkie poznanie. Ukryta, silna relacja, pełna szacunku i miłości. Wzajemne bezsłowne porozumienie, takie które tylko tych dwoje rozumie. Indywidualna, głęboka relacja niedostrzegalna dla innych, tylko ich relacja bez udziału innych… Relacja zakryta przed oczami świata. Tak właśnie Jezus wchodzi w relację z duszą ludzką, poza światem, w ukryciu – to jakby relacja na poziomie nieśmiertelnym, czysto boskim.

Czy chcesz wejść w taką relacją z Jezusem? Jeśli w nią wejdziesz, On na pewno Cię obroni przed ludzkim gadaniem, tak jak Marię. Nie pozwoli Cię skrzywdzić.

MariaEva.