Właściwie nie wiem jak mam zatytułować ten wpis i od czego zacząć.

Bóg stopniuje mi wiedzę… i bardzo jestem mu wdzięczna za to, że różne rzeczy pokazuje i tłumaczy mi stopniowo. Tak właśnie jest z tematem POTĘPIENIA… bo właśnie ostatnio zadaję sobie często to pytanie: Czy jestem skreślona, potępiona, martwa za życia?

System kościelny wydaje mi się strasznie suchy, pozbawiony serca, autentycznego dialogu z Bogiem i wiernymi. To jak sucha skorupa bez wnętrza. Brakuje w nim pokazania autentycznej Miłości Bożej, która lepiej niż straszenie wiernych piekłem, przyciągnie ludzi do kościoła. „Bo jak nie pójdziesz w niedzielę na Maszę, to nie będziesz zbawiona!” I co z tego, że ksiądz TO powie wiernej?! Pójdzie bidula ze strachu do kościoła, ale nie zbliży się przez to do BOGA! Nie tędy droga!

Zadałam dziś po raz kolejny Bogu pytanie: „Czy będę potępiona, bo nie chodzę do kościoła i nie robię tych wszystkich rzeczy?” Odpowiedź brzmi: „ Czy lepszym jest katolik, który chodzi na Mszę, do spowiedzi, do Komunii… ze strachu, ale nic z tego nie pojmuje? Chodzi bo robią to wszyscy, chodzi ale nie czuje obecności Boga w swoim życiu, nie przyjmuje Go autentycznie do serca. Czy jednak lepszy będzie taki, który może i nie chodzi ciągle do kościoła, ale modli się w domu, autentycznie szuka Boga, rozmawia z Nim, uczy się mądrości zawartej w Piśmie Świętym i czuje wiarę całym sobą, postępuje tak jak nakazuje mu sumienie, czyni dobro, wierzy w Boga?
Gdy postawisz obok siebie biskupa i zwykłego faceta, i obnażysz ich do naga, to czym będą się różnić??? Jeden i drugi będzie nagi, tak jak Go Pan Bóg stworzył i nie odróżnisz jednego od drugiego. Tak właśnie Bóg patrzy na człowieka, przenika go swoim wzrokiem na wylot! I nie ważne czy jest papieżem ubranym w piękne szaty czy zwykłym wieśniakiem z wioski zabitej dechami i nosi łachy! On patrzy na człowieka sercem!
Gdy Jezus spotkał setnika w Kafarnaum zachwycił się jego wiarą! Nie spojrzał na to, że był Rzymianinem, dobrze sytuowanym wojskowym itp. On spojrzał na niego jak na człowieka, który miał wielką wiarę. „Usłyszawszy to, Jezus zdziwił się i rzekł do tych, którzy za Nim szli: – Amen, mówię wam, u nikogo w Izraelu takiej wiary nie znalazłem.
11. Mówię zaś wam, że wielu ze wschodu i z zachodu przyjdzie i spocznie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebios.
12. Synowie zaś Królestwa wyrzuceni będą do ciemności zewnętrznej. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
13. I rzekł Jezus do setnika: – Idź, jak uwierzyłeś, tak niech ci się stanie. I sługa [jego] młody został o tej godzinie uzdrowiony.”
Nie ważne kim jesteś, jakie jest Twoje stanowisko społeczne, religijne itp. Jeśli wierzysz autentycznie Bóg to dostrzeże i zachwyci się Twoją wiarą, Twoją pokorą, miłością do Niego. Tylko, że musi to być autentycznie żywe!
A przecież poznając Boga naprawdę, szukając Go ( On daje się Nam poznawać jeśli tylko tego chcemy, jeśli szukamy: SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE!) wciąż odkrywa się coraz to nowe cudowności! To się w głowie nie mieści jaki Pan Bóg jest dobry, mądry, kochający ( Jezus jest żywym utożsamieniem miłości Boga Ojca), wierny, miłosierny, sprawiedliwy… można wyliczać bez końca!

Może, gdyby kler wpuścił do kościoła trochę ciepła, zrozumienia, serca!, pozwolił ludziom odkrywać Boga w swoim życiu… to ten suchy system przyciągnąłby rzesze wiernych? W kościele brakuje kobiet. Kobiet jako żon księży, jako kapłanek, jako aktywnych członkiń kościoła. Za suche, za surowe to wszystko… a przecież Bóg jest tak przepełniony miłością, że to się w głowie nie mieści!!! Podarował Nam ucieleśnienie miłości w postaci swojego Syna Jezusa. Jak nie kochać takiego Boga?!
Po co straszyć ludzi piekłem? Skoro można ich przyciągnąć do kościoła Bożą MIŁOŚCIĄ! Amen.

PS: miałam dziś usunąć wszystkie wpisy z tego bloga. Zaczęłam obawiać się, że mogę kogoś sprowadzić tym moim pisaniem na manowce, oddalić od kościoła… ale doszłam do wniosku, że kościół potrzebuje odnowy, potrzebuje autentycznej wiary, świadectw działania Boga. Bóg to nie surowy system, ale autentycznie wieczna, żywa MIŁOŚĆ! Będę więc pisać o tym co prawdziwe, a On jest prawdziwy.

 

MariaEva.